HokejPiłka nożna

Aktualności

#aktualności #kibice #oldboje

 25.08.2020

Andrzej Gaik kończy 78 lat. Skrzydłowy z klasą!

Dziś 78 urodziny obchodzi Andrzej Gaik (na zdjęciu głównym stoi tyłem z numerem 7) . Ten błyskotliwy skrzydłowy Zagłębia dwukrotnie zdobył z klubem Puchar Polski, raz wicemistrzostwo kraju. Panie Andrzeju - dużo zdrowia i zadowolenia z gry swoich następców!

Andrzej Gaik - ur. 25 sierpnia 1942 w Sosnowcu. Wychowanek Stali (Zagłębia) od 1954. Pozycja na boisku - napastnik na skrzydle, pseudonim - Jędruś. Debiut w I lidze - 29 maja 1960 z Wisłą w Krakowie (1:0). Pierwszy gol - 9 kwietnia 1961 z Zawiszą w Bydgoszczy (1:1). Wcześniej debiutował w II lidze - 15 marca 1959 ze Stalą Rzeszów w Sosnowcu (3:0), pierwszy gol - 5 kwietnia 1959 z Concordią Knurów w Sosnowcu (1:4). W latach 1959 - 1964 w I lidze 57 m i 12 br, w II lidze 8 m (1 br). 

Ponadto 9 m w PP (4 bramki, w tym jedna w finale PP z Ruchem Chorzów 2:0 w 1963) i 2 m w Intertoto. Łącznie wystąpił w 76 oficjalnych meczach i strzelił 17 bramek. Dwukrotnie zdobył Puchar Polski (1962 i 1963), raz wicemistrzostwo kraju (1964) oraz awansował do I ligi (1959). W młodości reprezentował Polskę w drużynie juniorów (4 razy) i młodzieżowej (2 razy). Wróżono mu dużą karierę w ataku, nie tylko dla klubu. W 1965 wyjechał do Australii, gdzie przez 3 lata grał w Polonii Sydney. Po powrocie do kraju, krótko w Zagłębiu, ale potem grał w CKS Czeladź (1969 - 71) i drugoligowym AKS Niwka (1971 - 73). Następnie poświęcił się pracy szkoleniowej. Zaczynał jako asystent Józefa Machnika i Władysława Siecha w Górniku Wojkowice, tam też przyszło mu prowadzić zespół jako I trener. Kolejne lata (1975 - 90) spędził w Górniku Kazimierz, najpierw jako trener, a później działacz. 

Foto: Andrzej Wydrychiewicz.

Tak Andrzej Gaik wspomina wielki finał Pucharu Polski rozegrany 1 maja 1963 roku, kiedy to sosnowiczanie na Stadionie Śląskim pokonali Ruch Chorzów 2:0. To wydarzenie obserwowało 70 tysięcy ludzi, w tym ponad 20 tysięcy kibiców Zagłębia.

- Chcieliśmy bardzo wygrać i to nie tylko dla siebie, ale także dla naszych wspaniałych kibiców, którzy w liczbie ponad 20 tysięcy zasiedli na trybunach Śląskiego. Po pierwszej połowie prowadziliśmy 1:0. Mieliśmy szybkich zawodników, to były miłe chłopaki, ale sprytne. W pewnym momencie drugiej połowy wymieniłem się pozycją z Józkiem Gałeczką, który grał na środku, a ja na prawym skrzydle. Zbyszek Myga rzucił mi świetną piłkę i pobiegłem od połowy boiska na spotkanie z bramkarzem Henrykiem Pietrkiem. Byłem na ostatnim wydechu, gonili mnie wściekle Alojzy Łysko i pilnujący mnie Siemierski, ale nie dali rady. Ostatkiem sił dobiegłem pod bramkę Ruchu i uderzyłem. Piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki, obok zrozpaczonego Pietrka. A ja padłem ze zmęczenia na murawę, a na mnie rzucili się koledzy z drużyny, by mnie wyściskać - wspomina Gaik. 

Panie Andrzeju -  dużo zdrowia i zadowolenia z gry swoich następców. Sto lat!

Opracowano na podstawie książki Jacka Skuty: "Zagłębie Sosnowiec. Historia Piłki Nożnej".